niedziela, 13 marca 2011

W Poznaniu pachnie wiosną.

Jak jest pięknie! Wreszcie wiosna... już na pewno wiosna i nikt mi jej nie odbierze ;) Dzisiaj po zdjęciach razem z moim kochanym fotografem pokonałam całą drogę do domu pieszo w 11 cm szpilkach, a nie był to mały dystans. I miasto od razu ożyło - wszyscy chyba z tęsknoty wybrali się na spacer i opanowali ławeczki we wszystkich parkach i skwerkach - widocznie nie tylko ja byłam głodna wiosny....

Jak wiosna to smakołyki - nie wiem jak wy, ale ja kupuje lody waniliowe i robię mus truskawkowy. Uwierzcie mi - nie ma nic lepszego niż lody na gorąco wczesna wiosną... i nie ma po nich wyrzutów sumienia, że przyczyniamy sie do choroby niebezpiecznymi, zimnymi lodami :p

I dlatego taka stylizacja... waniliowo - truskawkowa. Szkoda, że nie widać na zdjęciach jak sukienka pięknie mieni się w słońcu na złoto. Ostatnio polubiłam proste linie, klasykę i minimalizm. Moja nowa zasada - ostrożnie z biżuterią. I tu chciałam inaczej, nie chciałam popaść w przewidywalność dlatego celowo nie użyłam złotych dodatków, tylko delikatny, kremowy pierścionek w kształcie kwiatka i w energetycznym kolorze torebkę, która miała za zadanie rzucać się w oczy i sprawić, by nie było nudno.

Smacznego ;)





sukienka: sh
buty: no name
pierścionek: allegro
torebka: h&m

sobota, 12 marca 2011

5 minut z życia początkującej bloggerki...

         Zbieram się i zbieram do zamieszczenia kolejnego wpisu i jak się okazuje - początki nie są łatwe. Mimo że mam jakieś pomysły na to, jak ma wyglądać mój blog, w porównaniu z innymi blogami modowymi wciąż jest tu dość pusto. Chyba potrzebuję trochę czasu, żeby się wdrożyć w ten modowy świat i nabrać w tym płynności. 
        W głowie układają mi się zestawy, którymi chętnie bym się z wami podzieliła, ale gdy po jakimś czasie w biegu mojego życia (tak... życie dwukierunkowej, w dodatku dziennej studentki nie jest łatwe...) znajdę godzinę na zdjęcia i chętnego fotografa- co też jest trudne, gdzieś mi one umykają, nie są w stanie oddać dokładnie tego, co jest we mnie, głęboko gdzieś w mojej głowie. A ja chciałabym, żeby to, co wyrażę, było przemyślane, spójne, w fajnym miejscu, a nie tylko na tle moich cudnych garaży, które patrzą na mnie gdy tylko spojrzę przez okno - zresztą już wielokrotnie mieliście to "szczęście" oglądać moje zestawy na tym jakże "przepięknym tle".
       Jak bardzo chciałabym mieć tyle czasu, żeby móc biegać na zdjęcia wtedy, gdy mam na to ochotę. Bez odkładania w nieskończoność, kontrolowania i ograniczania samej siebie i zastanawiania się, czy to, co tu umieszczę będzie sensowne i interesujące, czy nie. Tak, boje się krytyki. Ale z drugiej strony mam odwagę eksperymentować i dzielić się tym z wami, z nadzieją, że zostanie to docenione. 
        Mam też dylemat, czy w treściach, które tu zamieszczę, ukazywać swoją prywatność. Pytanie - na ile sama będę chciała się odkrywać. Chyba będę. Chciałabym żeby blog troszkę zmienił swoją tematykę. Chce odejść minimalnie od treści typowo modowych i zająć się może trochę gotowaniem, filmem czy książką, pięknymi miejscami w Poznaniu, mam też czasem ochotę pochwalić się tym jak przemeblowałam pokój, lub jak z mamą zaszalałyśmy i pomalowałyśmy ścianę w salonie na różowo ;) Ale nie przesadzajmy... myślę że 90% bloga zostanie bez mian a 10% zajmą te mniej lub bardziej modowe rzeczy. 
        Początki zawsze są trudne i nikt nie mówił, że będzie łatwo. I wcale nie chcę tu narzekać, bo naprawdę kocham to co robię i daje mi to mnóstwo radości, ale.... no właśnie, zawsze musi być jakieś ale. Z zazdrością przeglądam blogi innych, gdzie stylizacje pojawiają się regularnie, gdzie autorki ukazują też część swojego życia. I tu pojawiają się 2 problemy... po pierwsze wstyd - nie wiem czy to dobre słowo... chodzi mi o to dziwne uczucie, które towarzyszy mi gdy na ulicy wyjmuje aparat a ludzie patrzą się na mnie jak na kosmitkę - wiem, nie każdy robi sobie zdjęcia na najbardziej ruchliwej ulicy w Poznaniu przy 12 stopniach w samej koszuli ;p
Po drugie - muszę się chyba nauczyć nosić aparat ciągle przy sobie, ba! chyba nawet powinnam z nim spać ;p Wielokrotnie spotykało mnie coś, czym chciałabym się z wami podzielić, ale po prostu nie było tego narzędzia do utrwalenia danej chwili. 

        Dzisiaj zamęczyłam was moim gadaniem i tym co leżało mi od dawna na serduszku - nie wiem czy ktoś dotrwał do końca tych moich wypocin, jeżeli tak to teraz będzie właśnie o różowej ścianie, moim pokoju i torebce... ;)

Najpierw konkurs - klik.... przypominam i zapraszam serdecznie! Czas macie tylko do jutra do 22.00 
      
         Remonty remonty remonty... prędzej czy później dopadają każdego. Jakie będą miały skutki zależy tylko od nas samych. Razem z mamą za pomocą jednej puszki farby odnowiłyśmy pół domu i nadałyśmy mu trochę drapieżny charakter;) Jak? o tym już niedługo....

         Dziś pochwalę się swoim pokojem, a raczej jego częścią, bo będzie tylko jedno zdjęcie. Prezent na 18 urodziny? 3 puszki farby. I choć trudno w to uwierzyć był to mój ukochany prezent. Nie tylko lubię zmieniać i stylizować siebie, ale również otoczenie wokół mnie.... najchętniej metamorfozę mojego pokoju przeprowadzałabym co najmniej raz na dwa miesiące ;) A wszystko zaczęło się od malinowo-koralowej farby (która na zdjęciu wyszła jak ognisty pomarańcz). Zaprzyjaźniłam ją z ciemnym kakaowym brązem i groszkową zielenią. Efekt wyszedł szalenie energetyczny i przeszedł moje oczekiwania, a moi znajomi kochają przebywać w moim pokoju. Satysfakcja jest tym większa, że pomalowałam go sama, a na niedoskonałości i nierówności patrze z dumą :) Kocham swój pokój! 


         Teraz o torebce. Kocham duże torby. Albo mała torebka - kopertówka, albo XXL, nic pośrodku. Choć małe torebki kupuje często (szczególnie w sh) tak na duże pozwalam sobie tylko 2 razy w roku, między innymi dlatego, by nie zbankrutować :) I jest, przyszła moja wymarzona, wyczekana Sigrid. Tylko, że... nie powaliło mnie... jak na torebkę typu teczka powinna być chyba większa.... jak z wygodą użytkowania jeszcze nie wiem. Mam nadzieję, że mnie do siebie szybko przekona. 


etorebka.pl

czwartek, 10 marca 2011

"Ile to się trzeba naćwierkać, żeby przyszła wiosna" powiedział Wróbelek

Cześć! 
       Na samym początku chciałabym wam przypomnieć o konkursie - klik... z powodu małej ilości zgłoszeń przedłużam czas do niedzieli. Zapraszam was do wzięcia udziału z całego serduszka ;)

Ufff.... Nareszcie wiosna... czujecie to magiczne coś w powietrzu? Was też tak pięknie co rano budzą ptaki?
Muszę się przyznać, że już od wtorku zdradzam kozaki z balerinkami ;) Gdy zobaczyłam, że dziś ma być 13 stopni rzuciłam też zimowy płaszcz na rzecz trencza i powiem wam, że czuje się z tym fantastycznie! Czułam się już przytłoczona tymi swetrami i kurtkami. Oby tylko tak już zostało, boje się, że zima może nam jeszcze pokazać na co ją stać...

       Tak jak każda kobieta od paru tygodni kompletuję wiosenną garderobę. Doszła do mnie już torebka z etorebki.pl, w poniedziałek ruszyłam w miasto w poszukiwaniu idealnych balerinek, które już wczoraj miały swoja premierę, a koszulę którą dziś się chwalę uważam za najlepszą rzecz jaka mogła mi się trafić. 
Gdy ktoś zapyta mnie jaki jest mój ulubiony kolor bez zastanowienia odpowiem NUDE. Uwielbiam go! Uważam, że nawet chłopczyca ubrana w cokolwiek w tym przepięknym kolorze wyglądać będzie strasznie kobieco - moim zdaniem dodaje więcej uroku niż tuzin falbanek ;) Gdy tylko zobaczyłam tą koszule wiedziałam, że jest moja, i nie interesowało mnie nawet to, że jest w rozmiarze 44 ;) Pokochałam te czarno-złote guzki i bufiaste rękawy.
No i... przecież taki modny jest oversize!


 

koszula: atmosphare
torebka: sh
dżinsy: big star
buty: no name
 

sobota, 5 marca 2011

Color intense

      Już jest marzec, słoneczko świeci, ale ja nie dam się oszukać... czuje jeszcze to zagrożenie płynące ze strony zimy. Chyba trzeba troszeczkę wiosnę zachęcić, by pojawiła się już na stałe ;) Ja robię to na swój sposób -  kolorami, intensywnymi i rzucającymi się w oczy. Zaatakowałam neonowym czerwonym, pomarańczem... raczej bliżej niezidentyfikowanym pięknym, energetycznym kolorem, który z daleka rzuca się w oczy. Sweterek w takim kolorze, jeszcze w tak przepiękne warkocze, czekał na mnie w second handzie - moja miłość od pierwszego wejrzenia :) Noszę go w formie kurtki/żakieciku.... szkoda, ze muszę chować go pod tą wstrętną zimową kurtką. Żałuję, że nie widać dokładnie żabotu na bluzce - jest naprawdę uroczy.


A Wy jakie macie sposoby na przywołanie wiosny? ;)








sweter: sh
koszula: sh
dżinsy: big star
pasek: sh
torebka: h&m
buty: no name

piątek, 4 marca 2011

Stylizacje, stylizacje, stylizacje...

       Nigdy nie lubiłam kolaży stylizacyjnych. Wydawały mi się pozbawione tego pierwiastka humanistycznego - były pozbawione duszy. Gdy zobaczyłam zestawy stworzone tą techniką przez sklep monashe na facebooku - tutaj znajdziecie ich profil, to zakochałam się w nich. Są tak szalenie inspirujące, tak rewelacyjnie przedstawione, że na pewno nie mogę o nich powiedzieć, że brakuje im duszy ;) Prezentuje wam te, które najbardziej przypadły mi do gustu...















No i gdzie ta wiosna...?